Marysia trenuje w klubie od prawie dwóch lat. Na pierwszy trening przyjechała z mamą. I choć wtedy   podeszły do niego z dużym dystansem i dużą dozą niepewności, dziś, to część codzienności bez której pokonywanie kolejnych „rekordów życiowych” byłoby niemożliwe.

Marysia porusza się na wózku. Dwa lata temu po raz pierwszy pojawiła się w klubie na treningu. Początki były trudne, nawet bardzo trudne. Nasza klubowa złota rączka, Pan Janusz, zrobił siedzisko na wzór tego, którego do wiosłowania używają profesjonalni parawioślarze.  Dzięki niemu Marysia mogła usiąść wygodnie przed ergometrem. W sklepie sportowym zakupiliśmy pas, który utrzymywał ja w odpowiedniej pozycji, a bandażem przywiązaliśmy rękę, która nie mogła w pełni złapać doręcznej. Do tego nogi też nie chciały ustawić się w podnóżku. W takich pół ekstremalnych warunkach Marysia zaczęła swoją przygodę z wiosłowaniem.

5 minut…przerwa…10 minut…przerwa…10 minut…dziś wystarczy! Tak mijały pierwsze tygodnie. Dzienniczek zajęć  Marysi wypełniony był niewielkimi wartościami, z którymi mierzyła się na treningach. Z czasem jednak zaczynało  się okazywać, że bandaż na rękę nie jest potrzebny. Pod wpływem treningu i nieco wymuszonej pozycji ręka zaczęła nabierać chwytu. To był pierwszy duży sukces zawodniczki. Kolejne treningi sprawiały, że Marysia stawała się coraz mocniejsza. Celem na każdy kolejny trening było pobicie „rekordu życiowego”.

10 minut…15 minut…20 minut! 500 m…700 m… 1000 m! To było coś! Ambicje rosły wraz z możliwościami i umiejętnościami. Kolejnym trudnym zadaniem było rozpoczęcie treningu bez pasa stabilizującego tułów. Było to jednak konieczne, aby efektywniej wzmacniane mięśni brzucha i grzbietu. Była to dość stresująca chwila. Zresztą jak każda nowość, która wprowadzaliśmy w życie treningowe. Udało się jednak osiągnąć zamierzony cel. Po pewnym czasie siedzenie na siedzisku bez zabezpieczenia stało się bardzo wygodne, a treningi coraz bardziej komfortowe i efektywne.

Dziś Marysia wiosłuje na ergometrze bez pomocy sprzętu włączając delikatną pracę nóg. Trzydziestominutowy trening to norma, którą jak sama mówi musi wykonać. Na salę do ćwiczeń przyjeżdża sama  już bez pomocy mamy. Efekty treningu widać doskonale. Jak opowiada nam Pani Małgorzata – mama – w domu również jest coraz bardziej samodzielna, a treningi na ergometrze to doskonałe uzupełnienie jej codziennej rehabilitacji. Marysia jest mocniejsza, jest w lepszej kondycji  i w lepszym humorze. Dodatkowo jest zmotywowana do pracy, co motywuje też innych zawodników.

30 minut?? 40 minut?? Kto kiedykolwiek korzystał z ergometru wie, że nie jest to łatwe wyzwanie. Marysia to potrafi i cały czas chce być lepsza.

– Słyszałem kilka historii o tym, ze ktoś kto ćwiczy na ergometrze poprawił swoją sprawność. Nie sądziłem jednak, że kiedyś stanie się to u nas. To niesamowite jak Marysia się zmienia i co dziś potrafi. Myślę, że to dopiero początek jej możliwości. Jeżeli będzie się tak rozwijać to w przyszłości na pewno sobie poradzi –instruktor Robert.

Historia ta pokazuje jednak, że systematyczną pracą można pokonać swoje słabości. Stać się sprawniejszym, zdrowszym i pobijać swoje kolejne „rekordy”

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych na treningi do naszego klubu!

Reklamy